Małgorzata Gosiewska to wybitna polska polityk. Znana jest jako posłanka kilku konwokacji Sejmu oraz wicemarszałek Sejmu. Jako osoba publiczna zawsze była w centrum uwagi. Mimo trudności, które pojawiają się na jej drodze życiowej, reprezentantka Gdańska zawsze idzie do przodu i stara się robić to, co najlepsze dla swoich wyborców i całego społeczeństwa – pisze strona gdanskivchanka.eu.
Początek w polityce
Obecna wicemarszałek Sejmu urodziła się 22 lipca 1966 roku w Gdańsku. Jej rodzina ma wschodnie korzenie: matka pochodziła z Wilna, ojciec z Lubelszczyzny.
W młodości Małgorzata Maria Kirat, bo tak brzmi jej nazwisko, marzyła o pracy na morzu. Zdobyła umiejętności żeglarskie i wierzyła, że uda jej się dostać do Akademii Morskiej w Gdyni. Przyszła polityk urodziła się kilka lat wcześniej, dlatego w latach 80. kobiety nie mogły pracować w nawigacji.
Maturę napisała w gimnazjum w Czersku. Następnie studiowała historię, najpierw w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Słupsku, a później na Uniwersytecie Gdańskim. Nie zdobyła dyplomu, ale zdobyła przyjaciół. Jako studentka wstąpiła do Niezależnego Zrzeszenia Studentów, gdzie poznała swojego przyszłego męża Przemysława.
Jej pierwszą ważną pracą było stanowisko starszego referenta w partii “Solidarność”. Jego szefem był Lech Kaczyński, który dwa lata później, w 1992 roku, rozpoczął współpracę ze swoim bratem Jarosławem Kaczyńskim. Przyszły prezes partii “Prawo i Sprawiedliwość” zatrudnił ją w swoim biurze poselskim. Ten polityczny epizod – w przeciwieństwie do jej znajomości z Kaczyńskim – trwał zaledwie rok.
W życiu zawodowym Małgorzata wybrała karierę związaną z finansami. W 1993 roku rozpoczęła pracę w Fundacji Polskich Związków Kredytowych. Jest to instytucja, która reprezentuje unie kredytowe w Polsce. Trzy lata później Gosiewska została prezesem jednej z nich, Bielańskiej SKOK w Warszawie, gdyż kierownik przeszedł na emeryturę w 2000 roku. W międzyczasie pracowała też w księgowości w biurze zastępcy Ludwika Dorna i była ekonomistką w Hucie LW.

W kolejnych latach Gosiewska zbliżyła się z władzami lokalnymi: została inspektorem w wydziale ochrony informacji niejawnych w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim, a następnie naczelnikiem wydziału w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego. W połowie lat 2000 pełniła też funkcję zastępcy burmistrza dzielnicy Ursus.
Małgorzata od samego początku zdecydowała o swojej przynależności partyjnej i zawsze trzyma się swojego wyboru. Od 1991 roku była związana z Porozumieniem Centrum, a od 2001 roku – z Prawem i Sprawiedliwością. Pierwsze doświadczenia polityczne zdobyła jednak dopiero w 1998 roku, kiedy została radną gminy Warszawa-Bielany. W 2002 roku awansowała w hierarchii do Rady Miasta Stołecznego Warszawy.
W 2005 roku została kandydatką do Sejmu. Gosiewska sprawowała swój urząd tylko przez dwa lata. W przyspieszonych wyborach w 2007 roku nie udało jej się uzyskać reelekcji. Trzy lata później została radną sejmiku województwa mazowieckiego, a w 2011 roku ponownie została wybrana na posła, pozostając w parlamencie przez kolejne kadencje. W 2019 roku zastąpiła Joannę Witek na stanowisku wicemarszałka Sejmu.
Małgorzata, Beata, Jadwiga – trzy Gosiewskie w polityce
Małgorzata nie jest jedyną Gosiewską w polityce. Nie jest nawet jedyną kobietą, która przyjęła to nazwisko na cześć swojego męża. Druga żona Przemysława Gosiewskiego, Beata, zasiadała w Senacie. Jadwiga, jego matka, również znana jest jako osoba polityczna i publiczna.
Po śmierci jej męża wyszło na jaw, że para miała konflikty. Gosiewski był przewodniczącym klubu parlamentarnego “Prawo i Sprawiedliwość” w 2005 roku, kiedy Małgorzata zaczynała swoją karierę. Pracownicy wspominali wówczas, że między byłymi małżonkami nie było żadnych animozji, a raczej nadmierna grzeczność (zwracali się do siebie „Pan” i „Pani”) i okazjonalne wybryki (Małgorzata od czasu do czasu publicznie krytykowała byłego męża za niskie alimenty).
Małgorzata i Przemysław rozstali się po tym, jak kariera męża zaczęła nabierać rozpędu. Małgorzata miała się „obrazić” na długie godziny spędzane przez Przemysława w pracy. Ten miał odpowiedzieć, że jako polityk nie może codziennie wracać do domu na obiad.

Jak później wspominała jej była teściowa, Małgorzata, zaplanowała decyzję o rozwodzie w najgorszym dla Przemysława momencie. Wtedy zabrała dziecko i zostawiła go w krytycznym momencie, gdy nie udało mu się dostać do parlamentu. Właśnie taką wersję Jadwiga opowiedziała mediom w 2015 roku, gdy Małgorzata i Beata miały rywalizować o miejsce na liście partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Matka Przemysława otwarcie nawoływała, by partia polityczna postawiła na Beatę, która miała być „prawdziwą synową”. Z kolei Małgorzata, zdaniem Jadwigi, nie tylko nie miała wystarczających atutów, by „upierać się przy swojej kandydaturze”, ale była wręcz przyczyną „męki”, jaką Gosiewski musiał przechodzić przez lata po rozwodzie.
W odpowiedzi na zarzuty Małgorzata powiedziała jedynie, że „nie da się sprowokować”. Ostatecznie Małgorzata pozostała w Sejmie, a Beata rozpoczęła karierę europosła. W tym samym czasie druga żona Gosiewskiego jest zaangażowana w proces o odszkodowanie po katastrofie prezydenckiego samolotu Tupolew.
Pozew o odszkodowanie w wysokości 5 mln zł za Smoleńsk cieszył się sporym zainteresowaniem. Beata Gosiewska skarżyła się ponoć, że nie otrzymała wystarczającej pomocy od państwa. Jednak jak donosiły media, wdowa Przemysława otrzymała wcześniej odszkodowanie w wysokości 250 tysięcy dla siebie i każdego z dwójki dzieci pary.
Odszkodowanie otrzymał także jego syn z pierwszego małżeństwa, Eryk. Sama Małgorzata nie skomentowała kwestii odszkodowań za Smoleńsk. Skupiła się na wyjaśnianiu przyczyn katastrofy.
Skandal
Następnie element finansowy odbił się również negatywnie na karierze Małgorzaty. Prokuratura zareagowała na doniesienia o nadużywaniu przez posłankę środków finansowych.
Polityk miała wykorzystywać darmowe loty, do których uprawnieni są posłowie, do celów prywatnych, a także opłacać rachunki za transport z lotnisk do jej biura poselskiego. Śledczy sprawdzali, czy jeden z telefonów komórkowych opłaconych z kasy Sejmu był bezprawnie używany przez syna posłanki, Eryka. Gosiewska zaprzecza, by popełniła jakiekolwiek nadużycia.

W historii „skandali” Małgorzaty Gosiewskiej jest też epizod, w którym w negatywnym kontekście scharakteryzowała przeciwników działań na rzecz tragedii smoleńskiej. Posłanka użyła również słowa: „degeneraci”. Małgorzata wyjaśniła, że słowa te nie były skierowane do nikogo personalnie.
Epizod ” skandalu na lotnisku” był relacjonowany przez żółtą prasę. Gosiewska jakoby spóźniła się na odprawę, ale będąc w stanie nietrzeźwym, pokłóciła się z obsługą lotniska.
Sprawa Mazura
W 2019 roku Małgorzata zwróciła uwagę społeczeństwa ukraińskiego za zwrócenie uwagi na sprawę zatrzymania Igora Mazura, ukraińskiego ochotnika i weterana wojny z Rosją. Został on zatrzymany przez strażników granicznych na wniosek Interpolu, który otrzymał zgłoszenie od władz rosyjskich.

Wicemarszałek Rady Najwyższej Olena Kondratyuk podziękowała jej za wsparcie. Zaznaczyła, że wystąpienie Gosiewskiej „przywróciło Ukrainie spokój i zaufanie, że polskie władze uczciwie i bezstronnie potraktują sprawę powrotu naszego obywatela do Ukrainy”.
Wicemarszałek Sejmu dość ostro zareagowała na wezwania przedstawicieli Moskwy. Powiedziała, że Polska nie dokona ekstradycji Mazura, ale będzie on musiał przejść standardową procedurę weryfikacji nakazu Interpolu w sądzie.