Kosmetologia w średniowiecznym Gdańsku: niezwykłe sekrety urody

Mogłoby się wydawać, że współczesna kosmetologia nie ma nic wspólnego ze średniowiecznym Gdańskiem. Jeśli jednak zagłębimy się в bogatą historię tego nadbałtyckiego miasta, szybko przekonamy się, że ówczesne damy również pragnęły jak najdłużej zachować młodość i urodę. Choć metody, po które sięgały, dziś mogą budzić zdziwienie, a nawet przerażenie. W tamtych czasach zawód kosmetologa w ogóle nie istniał. Rolę wizażystek i doradczyń ds. urody pełniły pokojówki lub damy do towarzystwa, które miała u swego boku każda szlachcianka, donosi portal gdanskivchanka.eu. Jaka była średniowieczna pielęgnacja?

Wybielanie skóry i maseczki z ptasich odchodów

W epoce późnego średniowiecza opalenizna była kojarzona z plebsem. Z tego powodu zamożne gdańszczanki starały się chronić cerę przed słońcem za wszelką cenę. Często też rozjaśniały ją na własną rękę. Gdańska historyczka Magdalena Gliniecka wyjaśnia, że kobiety używały w tym celu pudru lub zwykłej mąki. Niestety, najczęściej skutkowało to zatykaniem porów i bolesnymi wypryskami. Z kolei sposób, w jaki mieszkanki dawnego Gdańska zmywały tak ciężki makijaż, mógłby zaimponować współczesnym dermatologom. Stosowały bowiem naturalne ekstrakty roślinne, napary i oleje. Na przykład olejek różany służył im jako odpowiednik dzisiejszego płynu micelarnego.

Ówczesna kosmetologia skrywała również znacznie bardziej szokujące receptury. Aby uzyskać efekt porcelanowej cery, gdańszczanki nakładały на twarz maseczkę z wapna, wódki, jajka i ptasich odchodów.

Do podkreślania urody oczu gdańszczanki chętnie wykorzystywały antymon (kohl). Służył on jako cień do powiek lub eyeliner, nadając spojrzeniu wyjątkową głębię. Dopiero znacznie później odkryto, że ten minerał jest silnie toksyczny – choć dodawał uroku, to powoli niszczył zdrowie.

O stopniu zanieczyszczenia wody w średniowiecznej Europie krążą legendy. Choć Gdańsk był jednym z nielicznych miast, w których dość wcześnie wprowadzono wodociągi oraz zakaz wylewania ścieków przez okna, sytuacja i tak była trudna. Prędzej czy później każda studnia ulegała skażeniu, co prowadziło do rozwoju niebezpiecznych bakterii. Z tego powodu ludzie niemal całkowicie unikali kąpieli. Wodę wykorzystywano głównie do prania, warzenia naparów czy innych celów gospodarczych.

Kiedy już decydowano się na kąpiel, odbywała się ona w drewnianych baliach, w których podgrzanie wody było nie lada wyzwaniem. Co ciekawe, wszyscy członkowie rodziny myli się w tej samej wodzie po kolei. Mieszkańcy wsi kąpali się w rzekach znacznie częściej niż mieszczanie, więc prawdopodobnie bardziej dbali o higienę ciała. Magdalena Gliniecka wspomina, że czasem na skórze gromadziło się tyle brudu, że odpadał on płatami. Taki tryb życia sprzyjał szerzeniu się pasożytów. Aby z nimi walczyć, mieszkańcy średniowiecznego Gdańska używali specjalnych małych młoteczków do rozgniatania wszy.

Z czego składały się średniowieczne kosmetyki?

Najpopularniejszym składnikiem ówczesnych preparatów upiększających był miód. Gdańszczanki najczęściej przygotowywały kosmetyki samodzielnie lub zlecały to swoim pokojówkom. Do ich produkcji wykorzystywano tłuszcze roślinne i zwierzęce, zioła oraz alkohol. Z kolei pudry wybielające tworzono na bazie mąki pszennej, ryżowej oraz skrobi.

Ze względu na rzadkie kąpiele, kluczowym elementem wizerunku każdej eleganckiej damy były perfumy. Miały one jednak bardzo nietypową formę. Kobiety nosiły pod ubraniem pomandery – metalowe lub srebrne, ażurowe kule wypełnione aromatycznymi ziołami, kawałkami kadzidła czy innymi pachnidłami.

Średniowieczne sekrety urody mogą dziś budzić dreszcz przerażenia. Niemniej jednak wiele dawnych receptur stało się fundamentem pod współczesne kremy, sera i produkty pielęgnacyjne. Miód, zioła i naturalne oleje to eliksiry piękna, które nie tracą na aktualności mimo upływu wieków.

...