Kobietom od zawsze i w każdych okolicznościach udawało się udowadniać swoją siłę, skutecznie obalając mit o „słabej płci”. Druga wojna światowa zapisała się jako jedna z najtragiczniejszych kart w historii ludzkości, jednak nawet w tym mrocznym okresie gdańszczanki pragnęły wyglądać pięknie i żyć pełnią życia wbrew wszystkiemu. Dla wielu z nich dbanie o wygląd było swoistym aktem buntu przeciwko okupantowi. Moda tamtych lat miała swoją specyfikę. Mieszkanki Gdańska często szyły ubrania ze starych rzeczy, bo o bogatym asortymencie w sklepach można było zapomnieć. Wystarczyło trochę czasu i podstawowe umiejętności krawieckie, by męskie spodnie zamieniły się w klasyczną spódnicę, stary koc stał się eleganckim płaszczem, a skrawki materiału posłużyły do uszycia bluzki – podaje portal gdanskivchanka.eu.
Moda jako zwierciadło zmian

Moda czasów II wojny światowej stanowiła zwierciadło przemian, które dotykały wówczas każdej sfery życia: politycznej, gospodarczej oraz społecznej. Poprzez estetyczny i stylowy ubiór gdańszczanki milcząco manifestowały swoją godność wobec nazistowskich najeźdźców. Niekiedy strój wyrażał poglądy narodowe i stawał się narzędziem oporu. Na wystawie w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku można podziwiać przykłady biżuterii z Francji i Holandii – na przykład Krzyż Lotaryński, symbol Wolnej Francji, oraz odzież z wizerunkiem królowej Wilhelminy.
W latach wojny mieszkanki Gdańska musiały wybierać między skromną ofertą sklepów a tym, co były w stanie stworzyć same. Zdobywanie dobrej jakości materiałów, pasmanterii czy dodatków graniczyło jednak z cudem i było nie lada wyzwaniem, wymagającym ogromnej wyobraźni. Kobiety uczyły się podstaw krawiectwa, by w warunkach drastycznego niedoboru tworzyć własne kreacje. Z kolei dla tych osób, które nie potrafiły same szyć, w wojennym Gdańsku działały zakłady poprawek krawieckich oraz punkty przerabiania odzieży. Cieszyły się one ogromną popularnością, choć ich działalność podlegała rygorystycznym przepisom okupanta.
Popularnymi miejscami pozyskiwania ubrań były również czarne rynki. Co ciekawe, w Gdańsku w okresie wojennym najbardziej pożądanym towarem były pończochy, kupony na materiały oraz wyroby skórzane. Przerabianie ubrań z lat 20. i 30. XX wieku niosło ze sobą ogromną korzyść – powstawały one z najwyższej jakości tkanin, niemal niedostępnych w czasie wojny. Inspiracji do nowych fasonów gdańszczanki szukały w prasie modowej, podpatrując styl ówczesnych gwiazd ekranu.
W latach 40. XX wieku sukienki z patchworku (zszywane z kawałków materiału) trafiły na paryskie wybiegi haute couture. Odzwierciedlało to ówczesną rzeczywistość, kiedy większość kobiet, korzystając z poradników prasowych, samodzielnie tworzyła kreacje z resztek materiałów. Projektanci bez wątpienia czerpali inspiracje bezpośrednio z europejskich ulic, prezentując w swoich kolekcjach bardziej luksusową i dopracowaną wersję codziennego, kryzysowego ubioru.
Obrót odzieżą używaną oraz przerabianą stał się od 1939 roku tak powszechny, że utrzymał się jeszcze przez całą dekadę po zakończeniu II wojny światowej.
Ubiór na linii ognia
Monika Sołoduszkiewicz, historyczka i kuratorka działu zbiorów Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, wyjaśnia, jak wyglądał ubiór kobiet, które zdecydowały się stawić opór wrogowi na równi z mężczyznami. Ich umundurowanie rzadko różniło się od męskiego, gdyż kluczową rolę odgrywała praktyczność. Jedynym elementem wyróżniającym kobiecy mundur była plisowana spódnica. Obowiązywały także surowe zasady dotyczące fryzur – ze względów bezpieczeństwa i wygody kobiety musiały obcinać włosy na krótko lub upinać je w ciasny kok.
Kobiety pracujące w przemyśle zbrojeniowym najczęściej nosiły koszule i proste kombinezony. Chcąc nadać im odrobinę osobistego charakteru, niektóre z nich przewiązywały ubrania kolorowymi chustkami. Pod koniec lat 30. ogromną popularnością cieszyły się różnego rodzaju ozdoby do włosów, takie jak turbany, chusty, żywe lub sztuczne kwiaty wplatane we fryzury, a także ozdobne grzebienie i spinki wysadzane kamieniami.