Kiedy myślimy o Stoczni Gdańskiej, na myśl przychodzi nam męska sylwetka. W rzeczywistości jednak oprócz mężczyzn pracowało tam wiele polskich kobiet, które zajmowały różne, czasem trudne stanowiska. Czym zatem zajmowały się w stoczni? Więcej na ten temat opowiemy w tym artykule na stronie gdanskivchanka.eu.
Kobiety u władzy
Wiele gdańszczanek pracowało w stoczniowej administracji. Choć nie pełniły funkcji kierowniczych, to właśnie one decydowały o przydziale miejsc na obozy letnie czy przywilejach węglowych w zimie. Panie miały wpływ na wiele ważnych spraw. Panowie, którzy przychodzili do ich biur, odnosili się do nich z szacunkiem i komunikowali się w sposób kulturalny, choć mogli przeklinać podczas pracy w stoczni. Zachowywali się tak, ponieważ wiedzieli, że od tych kobiet wiele zależy.
Kobiety pracowały również jako sekretarki w stoczni, bowiem miały wysokie kompetencje i znały języki obce. Pracując w biurach, panie w przeliczeniu na współczesne pieniądze zarabiały 1800 zł. Kobiety można było spotkać nawet na oddziale izolacyjnym. Praca ta była bardziej szkodliwa dla ich zdrowia, ale płaca była odpowiednia. Jedną z Pań, która pracowała na takim stanowisku była Urszula Ściubeł.
Ciężka praca
Sporo gdańszczanek wolało cięższą pracę w stoczni, co wynikało z chęci zarobienia większych pieniędzy. Panie, które sprzątały pokłady, miały również możliwość odbycia dodatkowych kursów zawodowych. W ten sposób mogły doskonalić swoje umiejętności.
W stoczni kobiety pracowały również na suwnicy. Suwnica została zaprojektowana do przenoszenia materiałów w pionie i poziomie w przestrzeni ograniczonej długością toru, wysokością podnoszenia i opuszczania oraz szerokością mostu. Jednym z kierowników tego typu urządzeń była gdańska działaczka Anna Walentowicz, która na początku swojej kariery była spawaczką, ale ostatecznie przekwalifikowała się na operatorkę dźwigu. Praca na tej maszynie wymagała dużej uwagi, koncentracji i braku lęku wysokości.

Podczas pracy w stoczni kobiety nosiły obszerne kombinezony, spodnie, koszule i buty. Często, aby ułatwić sobie pracę, wypychały je słomą i gazetami, a zamiast skarpet nosiły onuce — kawałek lnianej lub bawełnianej flaneli. Niestety, jakość wyposażenia ochronnego, takiego jak maski i rękawice, również była niska, co czyniło tę pracę bardzo niezdrową.
Wiele pań, które ukończyły Gdański Instytut Technologiczny, znalazło swoje miejsce w miejscowej stoczni. Zazwyczaj zajmowały się projektowaniem statków, systemów chłodniczych i montażem silników. Kiedy w stoczni pojawiły się komputery, kobiety jako pierwsze zaczęły z nich korzystać, ponieważ wiele z nich dobrze radziło sobie z analizą danych i księgowością. Nawiasem mówiąc, kobiety zdominowały również dział księgowości.
Mężczyźni, którzy pracowali w stoczni, byli zaskoczeni, że ich koledzy byli kobietami. Nie spodziewali się bowiem, że gdańskie pracownice mają tak dużą wiedzę i potrafią osiągać tak wiele celów. Pracując w stoczni, panie musiały umieć stanąć w swojej obronie, bo zdarzały się różne incydenty.
Generalnie panie w Stoczni Gdańskiej zawsze się wspierały, choć czasami dochodziło między nimi do rywalizacji. Oczywiście w zespole były też panie, którym łatwiej było dogadać się z mężczyznami, więc wolały też z nimi pracować. Dość często w wywiadach byłe pracownice stoczni podkreślały, że to środowisko było dla nich prawdziwą rodziną.